Stan wojenny 1981 roku w Jedlni

 

Wojciech Pestka

opowiadanie Stróża (inaczej nocna straż)

 

Seks po pierwsze, po drugie znów seks, a po trzecie... gdzieś tam daleko w tle przelotna myśl, że może świat oszalał. Bez względu na tło historyczne i miejsce, pogodę i czas, pozycję społeczną i pozycje we współżyciu –seks. Powstaje z tego zbiorowa histeria, mania prześladowcza.

Gdyby tylko tyle.

Nie wiem w jaki sposób w umyśle normalnego człowieka rzeczy odległe, w każdym możliwym znaczeniu, zazębiają się wchodząc w związki przyczynowe. Łączą się na różne sposoby, tworząc trudne do rozdzielenia całości. Łatwiejsze do zrozumienia są te zależności w jakie wchodzą ludzie. Tu wszystko można tłumaczyć. Istnieje przyjaźń, wspólnota interesów, nieprzyjaźń silniejsza niż te dwa wcześniej wymienione powody i mocno trzymająca ludzi przy sobie, jedność zapatrywań....

Takie wyjaśnienia można mnożyć na nieskończenie wiele sposobów.

Zawsze jednak najważniejszy jest instynkt przetrwania. Seks, który stwarza szansę na utrzymanie ciągłości gatunku, nie daje się opanować ani ograniczyć na żaden ze znanych sposobów. Od czasu kiedy pojawił się człowiek.

Nawet w sytuacji, kiedy mróz dobiera się wam do dupy.

Pamiętam tamte dni, było zimno, temperatura sięgała minus18 stopni. Przy takim mrozie nic mądrego nie przychodzi do głowy. Człowiek się kuli w sobie, myśli –jeśli są to rodzaje przemieszczeń elektronów, pomiędzy komórkami mózgu, jak chce tego medycyna -myśli krążą wokół jednego tematu. Zimna. Nie ma ważniejszych spraw. Bardzo powoli następują te pojedyncze, jałowe przebiegi elektryczności.

Każdy nieostrożny, zbyt szybki ruch, wystawia ciało na atak mrozu. Mimo wszystko trzeba się ruszać, nieruchome trwanie w jednym miejscu jest jeszcze gorsze. Wtedy się kostnieje od środka, łatwo zasnąć jeśli się znajdzie jakieś prowizoryczne miejsce, żeby siąść, oprzeć się na chwilę.

-Co jest do jasnej cholery, mam dopieprzyć kolegium –wrzeszczy młody porucznik uchylając szybę łazika.

-Pilnować, pilnować i jeszcze raz kurwa pilnować –aż dławi się i zatyka z tego mrozu, kiedy krzyczy na cały głos.

Stróża –tak to nazywają z urzędu. Znów udało mu się mnie przyłapać. Podjechali na wyłączonym silniku, z górki, inaczej bym usłyszał, w takiej ciszy warkot samochodu dobiega z daleka. Jutro wywieszą na tablicy uwagę i będę za karę miał dodatkowe pilnowanie. Za wszystko kara. Przebrali miarę w karaniu. Nie boję się kary, boję się innych bardziej prozaicznych rzeczy, chociażby psów. Chyba przyjdzie mi całą zimę tak stróżować. Chłopy po dwóch, kiedy na nich wypada, ja w pojedynkę. Tu zajdą, tam wypiją, przegryzą, znają wszystkie kąty. Ja jestem tu obcy, pierwsze jadą mnie sprawdzać, do chałupy, nawet jeśli nie mam tej durnej służby. No bo czego mogę upilnować i przed kim.

Do obrony mam kawał dębowego kija. W starym waciaku, jeszcze wtedy mówili na to kufajka, z biało-czerwoną opaską na ramieniu i największych jakie można sobie wyobrazić gumofilcach, tak żeby pomieściły jeszcze dodatkowe onuce wyglądam groteskowo. Z watowanych nogawic uszyłem sobie dwie ogromne rękawice, żeby nie odmrozić rąk. Na głowie mam uszankę podszytą sztucznym futerkiem i kaptur zrobiony z grubego koca. Noce są zimne od cholery. Na twarz pod same oczy podciągam związaną od tyłu bawełnianą chusteczkę. Waciak mam przepasany skórzanym paskiem, żeby nie puszczał zimna od dołu. Wyglądam jak wsiowy głupek, pokraczny krasnal, strach na dzieci, w tym przebraniu. Zrobili mi zdjęcie, na środku drogi, przed kościołem, przywieźli chyba wojskowego fotografa. Zawodowiec, czuć było to zdjęcie stanem wojennym, zimnem, nocą i strachem. To ono obiegło całą prasę, nawet trafiło na okładki zagranicznych gazet. Jedno powiesili na tablicy w biurze gminnej spółdzielni. Może pokazują te zdjęcia innym, ku przestrodze.

-Będziesz miał dużo czasu na myślenie –bawią się moim kosztem. Nie ma w tym współczucia ani specjalnie zapiekłej złości.

-Bez ryzyka nie ma zabawy –to zasada, którą wyznają.

Oficjalnie pełnię straż, mam do pilnowania jakieś trzydzieści rozrzuconych szeroko wokół kościoła chałup, w tym biura gminnej spółdzielni, gospodę, sklep i punkt kasowy banku. Mam służbowy zeszyt w którym notuję rejestracje wszystkich przejeżdżających tędy po godzinie policyjnej pojazdów. I nazwiska pieszych przechodniów. Dobrze, że nocą nikt się po drogach nie kręci.

-Gdyby tylko chcieli mogą mnie... no wszystko: zaszczuć, rozjechać, skopać, zatłuc pałami na śmierć –nikt by mi nie pospieszył na pomoc, w końcu i tak nikogo tu nie obchodzi mój los..

-Gdyby chcieli, ale to nie daje takiej satysfakcji co utrzymywanie mnie w stanie przerażenia, to jest dużo bardziej zabawne –patrzeć jak próbuje ukrywać ten mieszkający we mnie strach.

Boję się. Pałka niczego nie zmienia. Bardziej ta biało-czerwona opaska na ręce. Myślę wtedy o tych, którzy kiedyś zakładali takie opaski. Doczekali się ironicznej puenty od losu. Na taki mróz nikt we wsi nie ma serca trzymać psa na łańcuchu. Mówi się, że pies wyczuwa strach, że strach ma też zapach. Nie wiem na jakiej zasadzie psy łączą się w stada, jak wygląda to ich porozumienie, kiedy atakują po kilka, zachodzą z różnych stron. Nie mam tego chłopskiego rozumu, dojrzałości do współżycia z naturą, nie potrafię się obronić, opędzić. Zawsze któremuś udaje się szarpnąć za rękaw albo spodnie. Czasami mam wrażenie, że wyczerpała się we mnie energia, chęć życia. Że już nie mogę. Że opadną mi zaraz z tej bezsilności ręce. Poddam się i to będzie koniec, po prostu spokój. Ale moje ciało instynktownie reaguje na zagrożenie, podejmuje walkę, wysiłek, broni się, nie chce mnie słuchać. Nie zostawia miejsca na wyspekulowane decyzje.

Stróża. Pilnować, to jest wasz kurewski obowiązek –krzyczą, dopisując mnie do listy.

Odpowiadam za wszystko co się może wydarzyć we wsi pomiędzy 23 wieczorem a 5 rano. Kiedy mnie nie ma na drodze, gazik zatrzymuje się pod kościołem. Trąbią, mierzą czas. Biegiem. Mam 5 minut, żeby się zameldować, bez względu na to gdzie, jak daleko jestem,. Inaczej notatka na tablicy, dodatkowa stróża poza kolejką. Ale zbyt szybko wyczerpuje się we mnie strach przed karą. Brakuje mi siły żeby reagować. Rano zwykle gazik się spóźnia. Muszę jeszcze wpisać raport, zdać służbowy zeszyt. Dygoce we mnie każdy miesień, każda komórka. Wtedy idę, zataczam się. Od płotu do płotu. W końcu padam na łóżko... nie mogę jednak zasnąć.

Obłęd, który wywołuje bezsenność, bierze się z tego co w środku, w głowie. Jestem wyczerpany jakbym zdobył najwyższą górę na kuli ziemskiej.

Jakbym wziął naraz, jednej nocy, wszystkie kobiety na świecie.

To chyba... seks, nic innego tylko seks.

 

Wojciech Pestka

Wojciech Pestka (ur. 1951) – związany z Jednią poeta, prozaik, tłumacz, scenarzysta, autor m.in. tomików wierszy Zwykła rozmowa (1976), Dziesięć wierszy dla Grosza (2005) czy Mono #dram (2020), bestselerowej trylogii – reportaży: Do zobaczenia w piekle (2009), Gdyby Polacy nie byli Polakami (2019), Diabelska maszyna do szycia (2020), czy powieści Powiedzcie swoim (2013), na motywach której powstał film fabularny Klecha o wydarzeniach radomskiego Czerwca 76’.

JSN Mico template designed by JoomlaShine.com